Ta witryna wykorzystuje pliki cookie, dowiedz się więcej Zgadzam się
>>> Strona główna >>> Archiwum wiadomości >>> Koniec legalnego piractwa?

Koniec legalnego piractwa?

2014-06-02 09:45:29

Koniec legalnego piractwa? autorstwa Jerzego Gozdka w najnowszym numerze 6/2014 CHIP’a to gorący temat. Po pierwsze - polskie prawo dotychczas było w tym względzie dosyć liberalne; art. 23 § 1 Ustawy o prawach autorskim i prawach pokrewnych mówi „Bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego”, po drugie - poziom polskich cen i płac na tle zachodniej Europy jest bardzo niski, co powoduje, że opłaty licencyjne dla wielu polskich użytkowników stanowią poważną barierę. Niska jest też w Polsce świadomość prawna użytkowników Internetu, co wynika z poziomu skomplikowania prawa autorskiego jak też faktu, że rzadko słyszy się o przypadkach pociągnięcia do odpowiedzialności za jego naruszenie. Ponad połowa (54%) badanych przez Centrum Cyfrowe Projekt: Polska uważa, że ważniejszy jest swobodny dostęp do kultury niż zarabianie przez twórców. Argumentem za szerokim dostępem do internetowych galerii sztuki, internetowych nagrań koncertów, literatury i poezji jest poszerzanie kręgu odbiorców, co w konsekwencji stanowi promocję dóbr kultury. Tak, jak mimo przewidywań, że telewizja odbierze sens salom kinowym, tak pirackie kopie interesujących filmów raczej podtrzymują zainteresowanie dla tej formy twórczości niż jej szkodzą.

Przykładem takiej paradoksalnej sytuacji było wprowadzenie w Japonii w czerwcu 2012 roku drakońskich przepisów dotyczących rynku muzycznego. Dynamicznie rozwijający się rynek muzyczny miał prześcignąć pod względem wartości największy amerykański (mimo dwukrotnie większej liczby amerykańskich konsumentów), jednak branża muzyczna ostro lobbowała na rzecz zaostrzenia kar za nielegalne rozpowszechnianie utworów. Parlament uchwalił drakońskie kary: za kopiowanie zawartości płyt CD i DVD można dostać się do więzienia nawet na dwa lata i zapłacić do $20 000 grzywny. Początkowo rynek muzyczny zareagował zgodnie z oczekiwaniami twórców - wzrósł o 4%. Okazało się jednak, że wprawdzie sprzedaż albumów zwiększyła się (60%), ale zaobserwowano wyraźny spadek sprzedaży pojedynczych utworów oraz teledysków. Po roku okazało się, że rynek fonograficzny skurczył się o 17%. Japończycy nie chcąc ryzykować surowych konsekwencji rezygnują z korzystania z multimediów w każdej postaci.

Podobne zjawisko obserwuje się również w innych krajach Zachodniej Europy. Badania prowadzone przez różne organizacje wykazują, że piratujący więcej wydają środków na zakup różnych dóbr kultury niż osoby nieuczestniczące w nieformalnym obiegu treści. Jak twierdzi prezes Centrum Cyfrowego Polska „wbrew potocznej wierze kolekcje online nie odciągną widzów od zbiorów fizycznych, a nagrania koncertów dostępne w sieci posłużą filharmonii prędzej jako promocja niż staną się nieuczciwą konkurencją”.

W kwietniu bieżącego roku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał wyrok w sprawie wytoczonej przez producentów i importerów czystych nośników danych rządowi Holandii. Holenderskie prawo traktowało opłaty reprograficzne jako ekwiwalent utraconych przez twórców korzyści spowodowanych kopiowaniem na użytek prywatny utworów bez rozróżnienia między legalnym a nielegalnym charakterem źródła. Firmy, które musiały ten podatek doliczać do ceny nośnika zaprotestowały przeciw legalizowaniu piractwa i protest ten został uznany. Eo ipso można odpowiadać za skopiowanie na własny użytek utworu ze względu na nielegalność źródła.

Rozstrzygnięcie Trybunału Sprawiedliwości napotyka w praktyce na wiele przeszkód. Dla wielu użytkowników problemem będzie odróżnienie legalnych źródeł treści od nielegalnych. Centrum Cyfrowe prowadziło badania ankietowe na polskich użytkownikach mające dać odpowiedź, jaki jest poziom znajomości przepisów. Na dwanaście przedstawionych sytuacji większość ankietowanych potrafiła prawidłowo ocenić tylko pięć. Badania w innych krajach dają podobne wyniki.

Popularny serwis YouTube zawiera zarówno treści udostępnione przez artystów jak też i nielegalne prezentacje utworów, które najczęściej nie uwzględniają praw autorskich. Użytkownik nie jest w stanie stwierdzić, co jest legalne a co nie.

Niepewność użytkowników powoduje w USA powstanie tzw. trollingu prawnoautorskiego (ang. copyright trolling), polegającego na wykorzystywaniu przepisów związanych z autorskim prawem majątkowym. Wyspecjalizowane firmy prawnicze skupiają się nie na sprzyjaniu tworzenia dóbr kultury, ale na agresywnej walce o odszkodowania za rzeczywiste lub domniemane naruszenie praw autorskich. Groźba walki przed sądem cywilnym, kosztów reprezentowania „winnego” skutecznie zmiękczają opór pozwanych.

Jednak pewne objawy pozwalają przypuścić, że do decydentów powoli dociera fakt, że problem powszechnej dostępności dóbr kultury w Internecie stwarza konieczność nowych uregulowań uwzględniających zarówno interesy twórców, jak i konsumentów dóbr kultury. 5 marca bieżącego roku Komisja Europejska zakończyła szerokie konsultacje, w których brały udział liczne organizacje pozarządowe broniące praw użytkowników Internetu. W imieniu polskich internautów wypowiadały się Centrum Cyfrowe Polska i Fundacja Nowoczesna Polska, które wcześniej brały udział w sporze o ACTA.

Oprac. Na podstawie CHIP nr 6/2014
Magdalena Hornowska

Robocik WWSI