Ta witryna wykorzystuje pliki cookie, dowiedz się więcej Zgadzam się
>>> Strona główna >>> Archiwum wiadomości >>> Dell wybrał Ziemię Obiecaną

Dell wybrał Ziemię Obiecaną

Po rocznych negocjacjach i odrzuceniu oferty Słowacji wiceprezes firmy Sean Corkery i prezydent łodzi Jerzy Kropiwnicki podpisali dokument przesądzający o budowie fabryki. Dell, największy na świecie producent komputerów, wystartuje z inwestycją już w październiku – na terenie Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, w Olechowie, budowniczowie wbiją pierwszą łopatę, a za rok zjadą z taśmy pierwsze komputery.

- Stało się coś ważnego i dobrego dla Łodzi i Polski – mówił obecny na uroczystości premier Jarosław Kaczyński. Zapowiedział, że kilkanaście innych firm ze światowej czołówki oczekuje na zakończenie inwestycji. – Być może jeszcze w tym roku będzie kilka znaczących umów. To znaczy, że w Polsce zacznie funkcjonować przemysł najwyższych technologii, że Polska będzie krajem unowocześnionym, że Polska będzie miała ofertę dla ludzi z najwyższymi kwalifikacjami, że dzięki takim inwestycjom wykształceni ludzie nie będą musieli wyjeżdżać na Zachód.

Łódzka firma ma być najnowocześniejszą fabryką komputerów na świecie, będzie produkować m.in. serwery nowej generacji oraz noteboki z serii Latitude i Inspiron.

Dell zainwestuje ok. 200 mln euro, a kooperanci – według szacunków – ok. 53 mln euro. Fabryka ma zatrudnić na początek 1000 osób, docelowo 3000, a po kilku latach wraz z kooperantami zatrudnienie może dojść do 12 000 ludzi. Według specjalistów, jak wchodzi firma o znanej marce zaczyna działać efekt mnożnikowy, efekt kuli śnieżnej.

Decyzja o lokalizacji, wyjaśniali na konferencji prasowej przedstawiciele inwestorów, zapadła ze względu na: bliską obecność dużej liczby potencjalnych klientów, możliwość rozwoju na rynkach środkowo-europejskich i Europy Wschodniej oraz dostępność wykształconej, polskiej kadry przyszłych pracowników. W Łodzi uczy się ponad 100 tys. studentów, w czterech uczelniach są kierunki informatyka i elektronika. Uniwersytet Łódzki liczy na umowę o współpracy, aby przygotowywać przyszłe kadry dla Della, także na studiach podyplomowych. Rozbudowuje się lotnisko, szkoły międzynarodowe dla dzieci, a co najważniejsze władze tego miasta potrafią zabiegać o inwestorów oferując profesjonalną obsługę i zachęty finansowe w postaci zwolnień podatkowych. Aby ściągnąć Della, zachęty – i to niemałe zastosował także polski rząd, przyznając 54 mln euro pomocy publicznej (m.in. właśnie w formie zwolnień podatkowych).

- Jesteśmy postrzegani jako jedno z najbardziej atrakcyjnych miast do inwestowania, wejście Della przyniesie trudne do opisania korzyści dla Łodzi, dzisiejszy dzień, to dzień przełomowy – nowa fabryka spowoduje osiągnięcie masy krytycznej jeśli chodzi o zatrudnienie – przekonywali na konferencji prasowej wysocy urzędnicy łódzkiego magistratu.

Optymiści – wizjonerzy napomykali nawet o „Krzemowej Dolinie” sugerując inwestorowi następny krok, czyli powiązanie produkcji z zapleczem naukowym i budową przy fabryce ośrodka badawczo-rozwojowego. Jednak na razie Dell o tym nie myśli. – Chcemy się skupić na produkcji – wyjaśniał wiceprezes S. Corkery, który ma kierować łódzką fabryką. Będzie to druga firma tego komputerowego potentata w Europie, pierwsza powstała na początku lat 90. w irlandzkim mieście Limerick i w nauce o zarządzaniu funkcjonuje jako wzorowy przykład inwestycji zagranicznej ożywiającej lokalną gospodarkę i społeczność. Pracuje tam 450 Polaków, stanowią 20 proc. załogi i mają świetną opinię. Najlepszych zachęca Dell do powrotu i pracy w Łodzi. Specjalistów ściąga się już dziś, wśród 1000 osobowej załogi ma ich być 150. Nie sądzę jednak, aby można to traktować jako zapowiedź, choćby symboliczną. „Krzemowej Doliny” na Ziemi Obiecanej.

Ciesząc się z przyciągnięcia tak znaczącego, „wystrzałowego” inwestora, jak nazwał Della b. premier, łodzianin, prof. Marek Belka, obwołany jednym z ojców sukcesu, bądźmy jednak realistami. Dell wybrał Łódź z różnych względów, ale przede wszystkim z racji bliskości rynków zbytu i fachowej, wyszkolonej, a zarazem taniej siły roboczej, nie bez znaczenia jest też pomoc publiczna z budżetu, warta ponad 1/4 całej inwestycji.

Polska cieszy się względami inwestorów, bo usilnie – i słusznie – o nie zabiega. W zamian za przywileje mamy miejsca pracy, gorzej z wpływami do budżetu, bo często zyski są wyprowadzane poza granice naszego kraju. Przy okazji łódzkiej inwestycji pojawiły się komentarze znanych ekonomistów, w których zwraca się uwagę, że takich przywilejów w postaci dotacji (np. dla japońskiej Toshiby, która ma budować fabrykę telewizorów w Kobierzycach – 30 mln zł), zwolnień podatkowych, czy refundacji kosztów zatrudnienia, rodzime zwłaszcza małe i średnie firmy zazwyczaj nie mają. – Być może okaże się, że mały bądź średni przedsiębiorca, który jest w stanie stworzyć dwa miejsca pracy, nie stworzy ich – bo będzie opodatkowany na rzecz stworzenia jednego miejsca pracy w sektorze inwestycji zagranicznych - mówił w TV (18 września) znany ekspert ekonomiczny Andrzej Sadowski.

Nowi zagraniczni inwestorzy obiecują ponad 30 tys. miejsc pracy. Powstaną one, tak jak Dell w SSE. To „coś za coś” w konfrontacji z liczbą zarejestrowanych bezrobotnych nie wygląda wprawdzie imponująco, ale cenne jest każde miejsce pracy. W 14 działających w Polsce od dziesięciu lat SSE powstało 100 tys. miejsc pracy, a zainwestowano 25 mld zł.

Stopa bezrobocia w Łodzi spada m.in. dzięki zlokalizowanym w strefie zagranicznym koncernom, obecnie wynosi 15,5 proc., jest więc na poziomie średniej krajowej. Jednak w innych wielkich miastach jest dwukrotnie niższa: Kraków 6,6 proc., Poznań 5,9 proc., Warszawa 5,4 proc. Jest tu pewna analogia do wynagrodzeń: płace łodzian rosną, ale wciąż są niższe niż w stolicach porównywalnych regionów: o 6 proc. w stosunku do zarobków we Wrocławiu, o 9,5 proc. w stosunku do Krakowa i aż o 34 proc. w stosunku do płac w Warszawie. Jest to przede wszystkim skutek niskich zarobków w przemyśle, w innych sektorach, jak handlowy czy budowlany, płace są zbliżone.

W łódzkich zagranicznych koncernach płace robotników produkcyjnych sięgają 1300 – 1400 zł, a są i niższe. W firmie Indesit – włoski koncern sprzętu AGD, zatrudniający w Łodzi ok. 2000 pracowników, pracownik produkcyjny na linii montażowej dostaje na rękę 1000 zł. Inne koncerny – Gillet, czy Bosch płacą po 200 – 400 zł więcej, ale i tak są to głodowe zarobki. Ile będzie płacił Dell i czy powstrzyma to masową emigrację zarobkową także w grupach robotników – to jedna z wielkich niewiadomych. Na razie jednak łódzka Ziemia Obiecana, jak za czasów Reymonta, jest obiecana dla wybranych.

(Nowe Życie Gospodarcze/29.09.2006, godz. 09:33)

Irena Dryll

Robocik WWSI